poniedziałek, 3 grudnia 2012

czekając na Święta

Po krótkim roztrenowaniu w Turcji wróciłem na rower. Listopad minął pod znakiem utrzymania dobrej kondycji co było spowodowane warunkami pogodowymi czyli jak ładnie to na rower a jak leje to siłka lub basen. Grudzień będzie wyglądał podobnie z nieco większym nasileniem roweru czyli 4 razy w tygodniu, góral lub szosa, zależy od nastawienia, czyli rano wstaję patrzę przez okno i mówię "dzisiaj góral". Nie wiem czym to jest uzależnione każda pogoda może być dobra i zła na górala, podobnie z szosą. Staram się jeździć koło 4 godzin jak w lesie czyli około 120km na szosie. Po świętach już raczej nie będzie wymówek z pogodą. Chciałbym dosyć mocno wejść w sezon.

Miras i Aras na wakacjach w Rouen
Gangsta
lasy Normandii
znowu mnie zamęczają badaniami :(


wtorek, 30 października 2012

wakacje w Turcji

Coś nie mogę się zebrać z napisaniem czegoś. W końcu udało mi się. Siedzę w kafejce w Turcji i postanowiłam, że dam znać co tam u mnie. Jestem tu z Agnieszką. Ona kończy studia a ja relaks. Nawet roweru nie wziąłem, chociaż z tym było najgorzej. Ciężko mi się z nim rozstać nawet na 3 dni a tutaj aż 2 tygodnie. Program zwiedzania nie jest zbyt napięty. Bardziej staram się zbadać tutejszą kulturę, więc oczywiście zacząłem od kebabów, które są wypasione. Była też fajka wodna. Skończyło się na dwóch buchach. Jakoś nie przypadło mi to do gustu. Zawrót głowy i tyle. A co mi jeszcze przypadło: 30 stopni, woda po kiszonych marchewkach, szejki bananowe, prażone słoneczniki, orzechy, ludzie jeżdżący w trójkę na motorach bez kasków... Emocji jeszcze nie koniec :)
wcinam kebabika ze wspomnianą wodą po kiszonych marchewkach i ayranem (kefir)

Agnieszka gra w Tavlę ich narodową grę

już poznałem kumpla na lotnisku w Adanie, Remzi

z wizytą w Pavilly obok Tomka po prawej Niki Terpstra (Fredi) i Justin Jules
na takiej wysokości to już tylko mgła


środa, 3 października 2012

koniec sezonu

No i pięknie mnie urządził mój dyrektor sportowy (były). Nie wiem o co mu chodzi. Jako, że nie chciał mnie wystawić na wyścig więc z Tomkiem się dogadaliśmy, że ja wejdę w jego miejsce. Tomek czuje już się zmęczony a ja mam tendencję zwyżkową. Po czym na dzień do wyjazdu, torba już prawie spakowana  a on do mnie dzwoni, że w moje miejsce wstawia stażystę. Czy to jest normalne? Patrząc na moje zmotywowanie, żeby jak najszybciej wrócić na rower to chyba nie. No cóż, ja już jestem myślami w przyszłym sezonie. Jeszcze chciałbym czerpać przyjemność z jeżdżenia. Widać, że niektórych kolarstwo męczy, ale wtedy trzeba dać sobie z tym spokój, a nie robić fochy.
Parę pozytywów: sezon mimo wszystko zaliczam do udanych, parę fajnych miejsc w klasowych wyścigach, możliwość ścigania się z najlepszymi na świecie, trochę przygód takich jak moje kolano w dwóch częściach no i jest o czym opowiadać. Dobra wracam do formuły 1.
40 calowy telewizor i xbox 360 ratują całą sytuację


poniedziałek, 24 września 2012

sezon dobiega końca

No tak, wszyscy żyją zwycięstwem Gilberta, zresztą ja też, więc co tam GP d'Isbergues czy Tour de Geuvadan, ale jak dla mnie to i tak wrażeń było sporo.
GP d'Isbergues, czyli wyścig rozgrywany na krótkich, sztywnych podjazdach i rancie. Od połowy była taka wyciągara, że ciężko było nawet coś zjeść. Kolano już dobrze dawało radę, ale formy trochę brakowało. W sumie przyjechałem w peletonie. Voecklerowi było mało i przed startem przejechał jeszcze 50km a wyścig liczył sobie prawie 210km.
Tour de Gevaudan, czyli po latach miałem okazję znów pościgać się z Rebellinem. Widać, że jest jak wino. Nigdy nie dałbym mu 41 lat i do tego ciągle ma nogę. Obydwa etapy to cały czas góra, dół, nie wiem czy w sumie było 10km płaskiego. Na drugim etapie podjeżdżaliśmy pod przełęcz Jalaberta czyli tą pod którą wygrał etap w tourze lub tą gdzie w tym roku Sylwas był 7my na Paryż-Nicea. Dojechałem 28my i 3min za Rebellinem czyli widać, że jest progres. Szkoda tylko, że sezon powoli się kończy a forma wyraźnie idzie do góry.
Jedno jest pewne, kończy się przygoda z Veranda Rideau U. Powód jak zwykle podobny czyli brak sponsorów. Trzeba jedynie liczyć na jakiś spektakularny sukces w jednym z ostatnich wyścigów a tych pozostało już niewiele. Prawdopodobnie przez kolejne 2 lata będziemy reprezentować amatorską ekipę, tą w której jeździliśmy do tej pory. Mamy nowego sponsora, pasjonata kolarstwa i fajny program startów z dużą ilością wyścigów 2.2 UCI więc pokazać się będzie można. Ja się jeszcze nie poddaję, dla mnie sezon się nie skończył, a kariera tym bardziej.
Postaram się wkrótce dać pamiątkowe zdjęcie z Rebellinem :)

sobota, 22 września 2012

Rebellin jesteś gotowy?

Ja jestem :) (Tour du Davaudan) Oki, napiszę po wyścigu, w poniedziałek, relację z dwóch ostatnich startów.

piątek, 7 września 2012

faworyt na świata

Jakby tu nie napisać. Zwycięstwo Gilberta i już mam mojego faworyta na świata. Ja w tym roku nim nie będę. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będę miał jeszcze szansę powalczyć z najlepszymi, już może bez przygód. Noga ma się lepiej. W poniedziałek skończyłem swój pierwszy wyścig po przerwie, na 21 miejscu. Jutro mam kolejny, mniej obsadzony, ale będzie to dobre przetarcie się przed kolejnym tygodniem, który będzie już nieco trudniejszy. Obym nie walczył już o przetrwanie, bo kolarstwo w takim wydaniu to już masochizm.
a w Pavilly upał + 75 stopni

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

podsumowanie pierwszych startów po kontuzji

Pokrótce: wtorek totalna klapa, brak formy, przejechałem 40 km na 160 km, udusiłem się już na pierwszym zakręcie. W niedzielę było już lepiej bo przejechałem 150km na 160km. Noga po złamaniu spisywała się już nieźle, ale ciągle mam wrażenie, że na stojąco pedałuję jakoś na opak. W niedzielę czeka mnie już klasyk 1.1 czyli Tour du Doubs.
Polska biało-czerwoni
kumpel jak zawsze mnie wspiera
zgrupowanie w Borowicach
"cyfac" z widokiem na Szrenicę
tym razem Agnieszka okazała się lepsza pod Karpacz